• Wpisów: 341
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:38
  • Licznik odwiedzin: 30 850 / 1668 dni
 
ulubione5916
 
17 marca, niedziela
Zamierzałam iść popływać, ale profesor mi przeszkodził.
-Zaczekaj, myślałem co można zrobić przez całą noc!- wołał.- Mam plan: ty chcesz aby Cię nie znalazł, a mi wręcz odwrotnie. Skoro jest w sąsiednim mieście, to bądź tam jak najczęściej.
-Nic z tego nie rozumiem- przyznałam.
- Przecież w mieście cie nie zaatakuje, a nawet jeśli, to pewnie zrobi to tak aby nie przyciągać dużej uwagi. Wystarczy aby Cię zobaczył jak chodzisz po mieście, jak będzie chciał ci zabrać zegarek, ty mu uciekniesz i zaprowadzisz go w pobliże statku, a tam już sobie z nim poradzimy.
-A jak jakimś cudem uda mu się zabrać zegarek?
-Dlatego też zrobiłem dla ciebie bransoletkę- podłam mi szary sznurek, na którym przyczepione były dwa przyciski: zielony i czerwony.- ja mam prawie taką samą, tylko jak naciśniesz przycisk, u mnie się zapali tylko kolor.
-A do czego mi to?
-Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i zaprowadzisz go do statku, naciśnij wtedy zielony, jak naciśniesz czerwony to znaczy że jesteś w niebezpieczeństwie w mieście, a jak oba to znaczy że w połowie drogi na statek. Dzięki temu będę wiedział gdzie jesteś aby ci pomóc.
Więc zamiast nurkowania poszłam na miasto. Serce mi mocno biło, choć nie było powiedziane że się na niego natknę, w końcu cały plan jest na wypadek gdyby był.
Niespokojnie rozglądałam się dookoła, bojąc się że nagle wyskoczy zza rogu i zacznie mnie gonić.
Nagle usłyszałam za sobą „uwaga” ale zanim się obejrzałam już leżałam na chodniku, przewrócona przez chłopaka jadącego na deskorolce.
-Przepraszam- powiedział i pomógł mi wstać.- Nazywam się Fly.
-Przecie… Jestem Julka- chciałam na początku powiedzieć ”przecież się już znamy” ale zapomniałam że  on nie wiedział że Julka, którą poznał kilka dni temu jest też człowiekiem.
-Nic ci nie jest?- zapytał.
-Nic nie licząc tego, że ktoś właśnie wjechał we mnie deskorolką.- powiedziałam oschle.
-Już mówiłem że to był wypadek.- zignorowałam go i poszłam dalej.
-Dokąd idziesz?- dopytywał się.
-Przed siebie- odpowiedziałam już nieco zdenerwowana jego natręctwem.
-To może zróbmy tak: ja ci postawię lodowy deser, a ty zapomnisz o tym że na ciebie wpadłem, dobra?
-No dobra- powiedziałam już z nieco większym entuzjazmem, ponieważ uwielbiam desery.
Poszliśmy do najbliższej cukierni, on zapłacił za przysmaki i usiedliśmy do stolika z wielkimi miskami, w których były lodu przeróżnych smaków. Nie ukrywam że czułam się nieswojo gdy tak siedzieliśmy i jedliśmy.
Przez dłuższy moment było bardzo niezręcznie, jednak Fly przerwał ciszę i zaczął wypytywać mnie o różne rzeczy np. gdzie mieszkam? Jak długo? Takie pytania mnie coraz bardziej wkurzały. Dla niego były to zwykłe pytania, a dla mnie trudne odpowiedzi, bo jak spytał mnie na jakiej ulicy mieszkam to co miałam odpowiedzieć?
Już po kilku minutach zjadłam ponad połowę deseru, ale najgorsze było to że Fly gadał i nie chciał się zamknąć, więc nałożyłam na łyżkę końcówkę lodów, które mi zostały i rzuciłam nimi w twarz chłopaka. On nieco zdziwiony nareszcie przestał ględzić i myślałam że zaraz zacznie się pytać „czemu to zrobiłam” ale on zamiast tego też rzucił mi w twarz jego lody.
Nie spodziewałam się że tak zrobi i popatrzyłam się na niego srogo, ale gdy zobaczyłam jego dziwną minę uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo.
Następnie z tych rozpuszczonych lodów na dnie miski maczaliśmy rękoma i mazaliśmy się nimi w twarz przeciwnika. Wyszła z tego bardzo fajna „bitwa na rozpuszczone lody”. Niestety było nie rozstrzygnięte kto wygrał, bo gdy pracownicy zobaczyli co robimy wygonili nas z cukierni.
-Co robimy teraz?- zapytał się chłopak.
-Ja już muszę wracać do domu- powiedziałam, choć to nie była prawda.
-Odprowadzić cie?
-Po co?
-Abyś nie szła sama.
-Nie trzeba, sama dojdę.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.
Fajnie spędziłam z Flayem czas, ale to nie znaczy że lubię go bardziej, bo jednak nadal jest tym samym denerwującym chłopakiem, choć teraz pokazał też swoje lepsze strony.
Na statku przywitał mnie naukowiec.
-Nie spotkałaś go?- zapytał.
-Kogo?
-Bena!
-Bena? Nie!- kompletnie zapomniałam o tym grubasie i skupiłam się na czymś innym. Nawet nie wiem czy nadal tu jest czy już go nie ma.
-Więc jutro trzeba będzie spróbować jeszcze raz.- podsumował uczony.
-Najpierw to trzeba wymyślić co zrobimy jak już przyprowadzę Bena tutaj.
-Faktycznie- przyznał- trzeba się poważnie namyśleć.
----------------------------------------------------
Wróciłam  gór troszkę wcześniej i od razu wstawiłam rozdział, ciesze się że waszym zdaniem są coraz bardziej cekawe.
Nie mogę się doczekać jutra, może to zabrzmi głupio i może pomyślicie że się chwale czy coś, l jutro mam urodziny <3

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego